Scena rockowa w Japonii jest równie rozwinięta jak ta popowa. W niczym nie ustępuje jej też pod względem jakości. Zresztą, obecnie oba gatunki są wewnętrznie na tyle zróżnicowane i tak się wzajemnie przenikają, że uważam ten podział za nieco archaiczny, a przynajmniej zbyt uproszczony. Z drugiej strony, kiedy czasem czytam sześcioczłonową nazwę na określenie gatunku danego zespołu, pytam “po co?”. To temat na głębszą dyskusję… zostawmy go teraz.
Rock ma dla mnie jedną zasadniczą przewagę – zespoły najczęściej same tworzą muzykę. A to dość łatwo wyczuć. Nie twierdzę, że w popie się to nie zdarza, ale na pewno nie tak często. Tworzenie muzyki samemu w prostej linii przekłada się na unikatowy styl. Różny bywa tego rezultat, jednak z przypadku Asian Kung-Fu Generation jest jak najbardziej pozytywny.





